Nijak

Zawiodłem się Światem.

Życie mnie boli. Czasami, bardzo czasami, jest inaczej. Nie daje mi ono satysfakcji z czegokolwiek. Sprawia mi tylko ból, żal, cierpienie i same troski. Czuję tak ten Świat.

Zdarza się mi się śmiać, uśmiechać, cieszyć. Jednak pośród bólu te rzeczy są nieodczuwalne.

Kiedy wszystko boli Cię wewnętrznie każdego ranka, gdy wstajesz z łóżka, nic nie może dać Ci szczęścia. Są momenty, które sprawiają mi radość, ale trwa to przez określony czas. Chciałbym czuć szczęście w większej, a nie w mniejszej części swoich odczuć.

Czasami nawet jak się śmieję, to wewnętrznie ronię łzy.

Stan ten jest niezmienny od pewnego czasu. Może inaczej: nie poprawił się. Jest tylko coraz gorzej. Nie wiem jak mogę sobie pomóc, jak można mi pomóc. Mogę tylko podejrzewać, że obecność kogoś ważnego w moim życiu mogłaby coś zmienić.

Ciekawe jest uczucie, kiedy na niczym Ci nie zależy. Podziwiam je – jest niesamowicie silne. Opanowało mnie prawie w całości. Ostał się tylko kawałek, który zabrania mi robić sobie krzywdę. Mam nadzieję, że wytrzyma.

Dobija mnie też brak wolności. Ciągle MUSZĘ coś robić. Nie mam kompletnej kontroli nad swoim życiem. Ciekawe co by się stało, gdybym zaczął robić wręcz przeciwnie. Świat smakowałby pewnie inaczej.

Środowisko mnie też zawiodło. Mało kto reprezentuje tutaj jakieś większe wartości, chęci. Wszyscy są właściwie tacy sami. Mało kto się stara zbudować coś poważniejszego, na dłużej. Najłatwiej jest poszukać kogoś do seksu. I tak będzie zawsze. Zresztą heterycy wcale nie są lepsi.

Zastanawiam się, kiedy czara goryczy mnie przepełniającej się przeleje. Co się wtedy stanie? Jak na to zareaguję?

Cholernie boli. Wierci dziurę wewnątrz. Chciałbym zasnąć i obudzić się w innym Świecie. Takim, który dawałby mi spokój, wyciszenie. Który pozwalałby mi dokonywać wyborów i ponosić za nie konsekwencje. W którym istniałaby satysfakcja, spełnienie i prawdziwa, czysta miłość.


About this entry