VII: Dwie historie

Tomek miał z Bartkiem kontakt już od dłuższego czasu. Jakoś od roku. To była dziwna znajomość. Poznali się przez Internet, co było dla Tomka nawet normalne, ale problem tkwił w tym, że Bartek co jakiś czas przerywał kontakt. Pochodził z tego samego miasta co Tomek, ale nie mogli się spotkać przez dłuższy czas. Bartek zawsze na kilka, kilkanaście minut przed spotkaniem pisał: “Nie dam rady :/”. Zawsze tak samo. Obrzydliwie tak samo. Tomek, w momencie gdy dostawał esemesa o tej treści, odczuwał okropny ból. Tak jakby coś go nagle zaczęło kuć. Bezlitośnie. Ten ból nie mijał łatwo. Pozostawiał po sobie ślad o gorzkim smaku porażki i rozczarowania.

Marcina poznał też przez Internet. Jak?

Bartek był bardzo pociągający. Działał na zmysły Tomka. Chciał zostać fotografem. Miał swój internetowy fotoblog. Od momentu gdy się o tym dowiedział, Tomek zaglądał tam dość często. Uwielbiał patrzeć na jego zdjęcia. Nie potrafił się od tego uwolnić.
Wkurzało go to, że próbowali się już spotkać jakoś dziesięć razy, a nic z tego nie wyszło. Tomek miał cierpliwość. Znali się już przez Net ponad rok, a jeszcze ani razu się nie spotkali. Bardzo mu zależało. “A jeśli to On?” – myślał. Dawał Bartkowi kolejne szanse. Wiedział, że kiedyś się w końcu spotkają. I tak też się stało.

Marcin miał przyjechać do Poznania. Pisał do Tomka codziennie. Bardzo chciał się z nim spotkać. Tomek czuł co może się święcić. “Pewnie na mnie leci.. Albo się we mnie zabujał..”.

No i w końcu się spotkali. W domu, u Tomka. Bartek interesował się motoryzacją. Lubił też jeździć na rowerze. Do Tomka przyjechał na swoim motorze. Był bardzo męski, biseksualny, wysoki, miał krótkie blond włosy, kolczyki tu i ówdzie. I wielkie, wręcz olbrzymie usta. To tylko pobudzało zmysły Tomka. No i ten głos.. Głęboki, męski.. Weszli do domu. Tomek zaproponował herbatę. Wypili ją przy stole rozmawiając. A to o środowisku gejowskim, o muzyce, o.. “A dlaczego tak bardzo chciałeś się spotkać?” – zapytał Bartek. Tomek nie był na to pytanie gotowy. Na chwilę go zatkało. “Gadałem z wieloma osobami i właściwie tylko Ty wydałeś się być wart poznania. Zresztą.. To wszystko raczej nie ma sensu. Szukasz i właściwie to nie daje żadnego efektu”. Ulżyło mu. Pogadali jeszcze z godzinę. Było nawet sympatycznie. Była może jedna, może dwie krępujące cisze. Mało jak na pierwsze spotkanie. Bartek pojechał do domu.

W Poznaniu odbywały się targi meblarskie. Marcin miał wziąć w nich udział. Przyjechał w niedzielę. Spotkali się na dworcu. Na początku było trochę sztywno. Tomek czuł się wyluzowany, poznał już przez Net wielu ludzi, oswoił się. Dzień był piękny, słoneczny. Idealna niedziela. Trochę wiatru, dużo słońca. Poszli do Starego Browaru coś zjeść. Po obiedzie kilka sklepów i na Stary Rynek. Herbata. Siedzieli tam długo. Rynek prezentował się pięknie w pełnym świetle. Kolorowe kamieniczki cieszyły oko. Fontanny wydawały z siebie stałe dźwięki. Turyści robili zdjęcia. Gdzieniegdzie przewijali się Japończycy. “Nie byłaby sobą, gdyby nie miała w ręce tego aparatu” – powiedział Tomek. Marcin się zgodził. Rozmowy się rozkręcały, były coraz luźniejsze. Tomek zaproponował spacer w kierunku parku przed operą. Miejsce to oczywiście prezentowało się przepięknie. Zieleń trawy dawała odpoczynek od szarości i brudu tego miasta. Drzewa majestatycznie górowały nad całością i dawały osłonę przed Słońcem. Usiedli na ławce. Ludzie odpoczywali. Kilka osób w coś grało. Ktoś bawił się z psem. Dziecko wrzucało kamienie do wody. Ciągle gadali. Marcin miał szczególny dar wypowiadania się. Mógłby chyba gadać całą wieczność. Czas im nawet szybko zleciał. “Do zobaczenia”. Spotkanie się skończyło.

Spotkali się ponownie w środę. Na targach. Tomek zobaczył meble zaprojektowane przez Marcina. Nie zrobiły na nim wielkiego wrażenia. Ciekawy wzór, ale sobie by ich nie kupił. Poszli poza pawilony, gdzieś gdzie było spokojniej, ciszej. Gadali. Tomek już wiedział, że nic do Marcina nie czuje, ale nie umiał mu tego powiedzieć. Tak trudno jest mówić o rzeczach istotnych. Chciał przekazać jak najwięcej wiedzy o spotkaniach, poznawaniu ludzi przez Internet, randkach i tak dalej. Opowiedział mu kilka swoich historii. Marcin był starszy, ale wydawało się, że słucha Tomka jak uczeń nauczyciela. Znowu świeciło Słońce, było ciepło, ani jednej chmurki na niebie. Tomek stwierdził, że musi iść – chciał się jeszcze z kimś spotkać. Marcin odprowadził go do bramy. “Spotkamy się jeszcze?” – zapytał. Tomek znał odpowiedź na to pytanie. Prawdziwą odpowiedź. “Zobaczę, zależy ile nauki będę mieć”. Słodkie kłamstwa nas niszczą.

Bardzo mu zależało na kolejnym spotkaniu z Bartkiem. Chciał go znowu zobaczyć. Znowu nie mogli się umówić. Po kilkunastu esemesach w końcu się udało. Dworzec PKP. Bartek miał o 20 pociąg. Tomek znalazł się tam jakoś o 19.20. Poszli na peron, z którego odjeżdżał pociąg Bartka. Rozmawiali luźno, bez stresu. Okazało się, że rodzina Bartka nie wie, że jest biseksualny. Tomek się trochę zdziwił, ale tego nie okazał. Patrzył na Bartka z boku. Miał bardzo ciekawe rysy twarzy. Tomek nie mógł się na niego napatrzeć. Pociąg miał niedługo odjechać, więc Bartek się pożegnał i poszedł w kierunku pociągu. Tomek – do domu, ale odwrócił się jeszcze za Bartkiem. Ich wzrok się nie spotkał.

W czwartek zaczęły się juwenalia. Tomek był na ich rozpoczęciu z przyjaciółmi.

Bartek chciał iść na koncerty w piątek. Od początku ich znajomości Tomek wkurzał się na Bartka o to, że nie odpisywał na esemesy i nie oddzwaniał. Udało się im jednak umówić na piątek wieczór. Tomek myślał, że ma odebrać Bartka z dworca, ale ten chciał najpierw sam jechać do swoich znajomych. “OK”. Z mostu dworcowego poszedł na juwenalia. Trochę to trwało, ale gdy doszedł na miejsce impreza trwała już w najlepsze. Zaczął tańczyć. Nie było tam nikogo kogo znał. Był całkowicie sam pośród tylu ludzi. Tak się czuł. To uczucie chodziło za nim bez przerwy. Nie umiał się od niego uwolnić. Nieważne z kim był, co robił i gdzie był. To uczucie dorywało go gdzie i kiedy chciało. Pisał do Bartka esemesy. Jak zawsze odpisywał z kilkunastominutowym opóźnieniem. Już się do tego przyzwyczaił. “Nie przyjdę tam dzisiaj”. Gdy Tomek to przeczytał, znowu ogarnęło go to smutne uczucie. Czytał dalej – Bartek miał być w centrum za jakieś 20 minut. Automatycznie ruszył, trochę biegł. Był tam kilkanaście minut później.

Czekał przed wejściem do umówionej knajpy. Nagle przyszedł esemes. “Zakochałem się w… Poznaniu… i zauroczyłem się w Tobie.. i co ja mam z tym zrobić??”. “Kurde, wiedziałem” – pomyślał. Próbował zadzwonić do Marcina, ale ten nie odbierał. Napisał więc: “Nie wiem. Ja do Ciebie nic nie czuję. Przykro mi”.

Napisał do Bartka gdzie jest. Czekał przed wejściem już jakieś pięć minut. Zadzwonił. Bartek o dziwo odebrał. Okazało się, że jest w środku. Tomek znalazł go bardzo szybko. Siedział z kumplami przy stole i pił. Sytuacja była bardzo komiczna. Tomek podał rękę Bartkowi, potem przedstawił się jego znajomym, potknął się o torbę przyjaciela Bartka i powiedział, żeby żałował, że go nie było na juwenaliach. Atmosfera była bardzo ciężka. Okropna. Tomek czuł się skrępowany, zawstydzony. Bartek stwierdził, że już nie pójdą na juwenalia, więc zaproponował by Tomek dosiadł się do ich stolika. “OK”. Bartek wyglądał dzisiaj bardzo seksownie.

Tomek poczuł na udzie wibracje. “Marcin dzwoni”. Odszedł od stolika i odebrał. “Hej” – usłyszał jego głos. “I co? To zostaniemy kumplami?”. Tomek się zgodził, choć nie widział w tym większego sensu. Wiedział, że Marcin czuje do niego coś większego niż przyjaźń, a tego się nie da cofnąć tak łatwo. “No to dobranoc. A przyjdziesz na targi w sobotę?” – zapytał Marcin. “Nie wiem”. A wiedział. “To daj znać jakby co. Dobranoc”. “Dobranoc”.

Wrócił do stolika. Nie mógł się włączyć do rozmowy. Tematy były zbyt osobiste. Nie znał tych ludzi. Okazało się, że znajomy Tomka jest znajomym przyjaciela Bartka. “Ten świat jest mały” – pomyślał Tomek. “I dobrze”. Rozmowy od razu się rozkręciły. Atmosfera się poluzowała. I gdyby nie, to że ludzie zaczęli się rozchodzić, to pewnie by tam siedzieli. Bartek zaproponował pójście do knajpy gejowskiej. Tomek się zgodził. Przyjaciel Bartka poszedł do domu. Zostali sami. Jak długo Tomek na to czekał. Chciał wziąć Bartka do siebie.. By móc go mieć wyłącznie dla siebie. Podeszli do baru. Bartek zamówił piwo, Tomek Mojito. Usiedli. Podszedł do nich jakiś koleś – był gejem. Zagadał do Tomka, jak się później okazało, leciał na niego. Był pijany. Tomek poczuł nerwy w środku. Chciał być z Bartkiem sam. Móc z nim rozmawiać, czuć jego zapach, jego ciepło, jego obecność, po prostu czuć go. Przypałętał się jakiś i go tylko wkurzał. Poimprezowali trochę. Nie tańczyli. Bartek był młodszy o rok od Tomka, ale zachowywał się jak jakiś chłopak z gimnazjum. Tomkowi to nie przeszkadzało. Bartek się wygłupiał. Wyszli na zewnątrz. Świtało. Bartek zagadywał ludzi. Piwo mu się skończyło, więc wrócił do środka po następne. Wypił je wewnątrz knajpy. Posiedzieli jeszcze trochę. “Dlaczego nie mogliśmy się spotkać tak długo?” – zapytał Tomek. “Nie wiem”. Tomek patrzył na bawiących się ludzi. Jacy oni byli szczęśliwi. “Idziemy?”. “OK”. Poranek się zaczął. “Pierwszy raz widzę Świętego Marcina o wschodzie Słońca”. Bartek na te słowa nie zareagował. Był chyba po siedmiu piwach, ale trzymał się nieźle. “No chodź do mnie spać” – zaproponował Tomek. “Nie”. Tomek się nie poddawał. Próbował. Jakaś babcia przeszła obok nich. Gdy przeszła, Bartek pokazał jej język. Zrobił tak z kilkoma kolejnymi osobami. Tomek starał się go uspokoić, pomimo że go to śmieszyło. Zaczęli się popychać na chodniku. “Dobra, wystarczy!”. Bartek się uspokoił. Na budynku Akademii Muzycznej były pokazane dane o zawartości powietrza. Bartek zatrzymał się i gapił się jak sroka w gnat. “Nie czas na cyferki Bartek”. Poszedł za Tomkiem. Natknął się na kubek po piwie. Zaczęli grać nim w piłkę. “Lubisz piłkę nożną?” – zapytał Tomek. “Nie”. “Ja też nie”. Doszli do Kaponiery. Bartek chciał iść na autobus nocny, Tomek – do siebie. Znowu pokazał język starszej pani. Doszli do miejsca gdzie się pożegnali. “Dobra, to cześć” – Tomek wyciągnął rękę. Bartek nie odwzajemnił gestu – objął Tomka, przytulił się do niego. Tomek zamknął oczy. Czuł jego zapach. Jego bluzę, jego. Był tak blisko. Bartek chciał już zakończyć uścisk, ale Tomek go przytrzymał na jeszcze chwilę. Potem go puścił. I poszedł w swoją stronę. Obejrzał się – Bartek wskakiwał po schodach. Gdy doszedł na swoje osiedle, nie wszedł od razu do klatki. Poszedł dalej. Podziwiał wschód Słońca. Dawno go tutaj nie widział, w Poznaniu. Wschód był piękny, świeży, przepełniony życiem, nadzieją. Poszedł do domu i spać.

Na drugi dzień wstał późno. Napisał esemesa do Bartka. Ten się pytał o to, czy wczoraj nic głupiego nie robił, bo nic nie pamięta. Tomek mu wszystko zrelacjonował. Zakończyli rozmowę. Po południu do niego napisał, ale Bartek nie odpisywał. Dzwonił – nie odpowiadał. Tak samo było w niedzielę.

Marcin odjeżdżał w niedzielę do domu. Targi się skończyły. Nie spotkali się już z Tomkiem. “Cześć. Szkoda mi wyjeżdżać z Poznania, tyle się działo przez ten tydzień.. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i nie zerwiemy ze sobą kontaktu. Dzięki za wszystko. Jesteś fantastycznym facetem i zasługujesz na prawdziwą miłość :*”. “Dlaczego to on mi to pisze, a nie ktoś do kogo coś czuję”. Odpisał, podziękował za miłe słowa.

Tomek się męczył. Chciał wiedzieć, czy Bartek chce mieć z nim kontakt. W poniedziałek na zajęciach czuł się fatalnie. Okropnie. Nie mógł się skupić na tym, co mówił prowadzący. Patrzył w niebo. Chciał być wolny.

Po południu Bartek napisał esemesa: “Chciałeś coś wczoraj?”.
Tomek: “Tak chciałem. Jak będziesz mógł, to zadzwoń”.
Bartek: “Jestem na siłce”.
Tomek: “To jak skończysz to zadzwoń”.
Bartek: “Nie, bo będę na motorze”.
Tomek: “Nie chcę gadać długo. Po prostu zdzwoń jak wyjdziesz z siłki”.
Bartek: “To napisz co chcesz”.
Tomek miał już dość tego wszystkiego.
Tomek: “Chcę się dowiedzieć, dlaczego nie odpowiadałeś wczoraj i czy spotykamy się dalej”.

Nie uzyskał szybko na to pytanie odpowiedzi. Dopiero po północy Bartek wszedł na gadu i pogadali. Bez ogródek. Tomek miał dość. Okropnie dość. Wniosek z rozmowy był jeden: koniec znajomości. Tomek poczuł się wolny. Trochę mu było smutno, że poświęcił tyle swojej siły na tą znajomość. “Co nas nie zabije to nas wzmocni” – usłyszał Tomek. Poczuł się lepiej. Poczuł się wolny.

Marcin -> Tomek
Tomek -> Bartek

Kiedy strzałki będą w obie strony?


About this entry