Bałagan
Góra śmieci. Wysypisko oblegane przez chmarę mew. Siatki, marchewki, gazety, fotele, gruz, butelki, szmaty. Przetaczane codziennie, przewracane. Cuchnące, spleśniałe. Rozkładające się, z każdą kolejną chwilą stopniowo przekształcające się w śmierdzącą masę.
Taka góra śmieci jest we mnie. Nie wiem jak się jej pozbyć. Bardzo dużo energii pochłania trzymanie jej w sobie. Chciałbym po prostu ją z siebie wyjąć, a jeśli się nie da, to jakoś przetrawić.
Nie wiem do końca jak te śmieci tam się zebrały, jak powstały. Jedyny powód jaki mi przychodzi do głowy, to przeżycia jakie miały miejsce w międzyczasie. Po powrocie z Londynu wszystko miało swój porządek, było sensowne, przemyślane, a teraz jest wręcz przeciwnie. Czysty chaos. Jeszcze nigdy nie miałem poczucia takiego bałaganu w sobie.
Te wszystkie znajomości, wiecznie niespełnione marzenia, niedokończone zdania, niedomówienia. Cała masa wydarzeń we mnie tkwiących. Emocje, które wibrują we mnie i nie chcą dać o sobie zapomnieć. ‘Bez zmian’ – mój stan. Nic się nie zmienia, ale idzie do przodu. Wszystko stoi w miejscu, ale jednocześnie się przesuwa w jakimś kierunku. Ja jestem taki sam. Świat się zmienia w sposób nad którym nie panuję. Muszę dojść do ładu. Muszę w jakiś sposób pozbyć się tych śmieci.
I tyle myśli mam w głowie. Na raz myślę o milionie spraw. Ciągle coś mi wlatuje do głowy i nie chce się odczepić, dopóki coś innego nie wleci. Mam problem ze znalezieniem sobie muzyki. Słucham czegoś i nie podoba mi się. Normalne? Może, ale tylko wtedy, gdy szukanie tej fajnej piosenki zajmuje chwilę. U mnie to może być setna piosenka z kolei. I tak mi do końca nie pasuje. Taki wnerw, że to nie to.
Ta zima, ta pogoda. I ten śnieg. Ten brudny, czarny śnieg. Niech już będzie wiosna. Może mi się poprawi? Tęsknię za przesiadywaniem na moim balkonie. Te popołudnia.. I park przed operą oblany promieniami Słońca. Bajka.
Niech to już będzie. Może wtedy wyrzucę śmieci..
Żadnych komentarzy.
Jump to comment form | comment rss [?] | trackback uri [?]