IX: Kumple
Bardzo często w życiu robimy rzeczy, które mogą nie mieć racjonalnego wytłumaczenia. Wydają się idiotyczne, całkowicie niepodyktowane rozsądkiem. Można powiedzieć, że w pewnym momencie Tomek był na takim etapie z Bartkiem. Ten etap już się skończył, jednak trochę trwał. Ale first things first.
Będąc w Londynie Tomek myślał bardzo dużo nad swoim życiem, nad mężczyznami, którzy mniej lub więcej władali jego duszą. Czy tego chciał czy nie chciał. Całymi dniami bywał sam, więc na rozmawianie ze sobą miał właściwie nieograniczone ilości czasu. Robił to – gadał sam ze sobą. To mu bardzo pomogło.
Myślał o Andrzeju, od którego chciał już się uwolnić. Nie wiedział jednak, że nastąpi to z końcem roku 2008. Myślał także o Łukaszu, od którego też się uwolnił op kilku miesiącach. No i myślał o Bartku, który nie chciał oderwać się od jego duszy. Ciągle w niej tkwił.
Tomek chciał z nim być. Chciał stworzyć coś pięknego, ponadczasowego, co spowodowałoby, że byłby w stanie szczerze powiedzieć “jestem szczęśliwy”. Bartek jednak dał mu wyraźnie do zrozumienia, że nie jest nim zainteresowany. Do łba dotarło, nie było za daleko. Gorzej z sercem. Ono nigdy nie chciało słuchać.
Był sierpień. Ten sam sierpień, w którym spotkał się z Andrzejem i coś się zmieniło. Myśli Tomka często opanowywał Bartek. Wpadał do jego głowy i potrafił tam siedzieć godzinami. To bywało męczące. “On Cię nie chce”. Za daleko do serca. Nie słyszało.
Przełamał się. Napisał do niego na GG. Początki, jak zawsze, nie były łatwe. Tomek myślał o jednym, ale musiał pisać na różne tematy. Bartek momentami go wkurzał. Nie odpisywał na wiadomości, olewał go czasami. Tomek się wpienił pewnego dnia i zaczął mu zadawać trochę trudniejsze pytania niż zwykle. Rozmowa była szczera i bezpośrednia, oczywiście na GG. Po kilku pytaniach Tomek wylał trochę swoich myśli:
Tomek: był czas
Tomek: że myślałem o Tobie w pewien sposób
Tomek: za który dostałem po głowie od mojej przyjaciółki
Tomek: najbliższej
Tomek: jedynej
Tomek: pomimo to
Tomek: nadal tak o Tobie myślałem
Tomek: czułem
Tomek: nieważne co teraz o mnie pomyślisz
Tomek: bo raz już mnie o coś podobnego wyśmiałeś
Tomek: nie wiem do końca jaki jesteś
Tomek: bo ciężko się Ciebie poznaje
Tomek: ale mnie niektóre rzeczy bolą
Tomek: Ty spowodowałeś duuuuuużo bólu
Tomek: pomimo że nie byliśmy razem
Tomek: i bla bla bla
Tomek: bo chciałem Cię poznać
Tomek: przez długi czas próbowałem
Tomek: prawie rok
Tomek: chyba..
Tomek: no i w końcu się udało
Tomek: i pomimo, że ona mnie nadal lała po głowie
Tomek: to myślałem swoje
Tomek: no i po tej imprezie
Tomek: jak mnie olałeś (tak ja to odczułem)
Tomek: okazało się
Tomek: że miała rację
Tomek wygarnął mu jeszcze kilka rzeczy. O dziwo Bartek nie denerwował się, nie wyśmiewał Tomka. Wysłuchiwał go. Nawet przeprosił. Wygarnięte zostało oczywiście dłuuugie odpisywanie na esemesy.
Tomek: ale poprawisz się?
Tomek: to nie wymaga dużo poświęcenia, te wiadomości
Bartek: postaram się
Tomek: no proszę
Tomek: jestem w małym szoku
Tomek: zobaczymy co z tego wyjdzie
Ogólnie była to tzw. zjeba totalna. Tomek czuł się jak po wiosennych porządkach: czysty, świeży i pachnący. Poczuł nadzieję i spokój. Po tej rozmowie przegadali na GG jeszcze wiele wieczorów. Różne tematy przepływały przez ich rozmowy. Mniej lub bardziej ważne. Tomkowi rozmawiało się z Bartkiem coraz lepiej. Coraz więcej rzeczy się wyjaśniało, uzyskiwał coraz więcej odpowiedzi na przeróżne pytania. Atmosfera się oczyszczała. Bardzo zależało na tym, by poznać Bartka. Było to w pewnej części spowodowane uczuciami wobec niego.
Z czasem rozmowy stały się obłe, nijakie, nie traktowały o poważnej treści. Kiedyś Bartek zapytał Tomka czy ma pewną piosenkę. Ten miał całą dyskografię tego zespołu. Tomek się wkurzył. Bartek pisał tylko gdy coś potrzebował. Nic więcej.
Tomek: szkoda, że odzywasz się do mnie tylko wtedy, gdy coś ode mnie potrzebujesz
Tomek: że nie interesuje Cię stały kontakt
Tomek: że nie potrafisz go utrzymywać
No i doszło do kolejnej szczerej rozmowy. Dla Tomka najważniejsze w niej było jedno zdanie:
Bartek: tzn. możemy być kumplami i raczej nic więcej
I dalej:
Tomek: ok
Tomek: tylko że trzeba przejść do czynów
Bartek: tzn.?
Tomek: nic mi nie wiadomo o tym
Tomek: by kumpelstwo ograniczało się do gadu
Tomek: chyba tylko w skrajnych przypadkach
Bartek: no fuckt
Tomek: no
Tomek: więc byśmy mogli powiedzieć
Tomek: że się kumplujemy
Tomek: to musimy się spotkać
Dużo czasu minęło zanim się spotkali. Upłynęło by go pewnie znacznie więcej, gdyby nie jeden deszczowy dzień. Był 19 grudnia. Piątek. Tomek błąkał się po centrum. Miał spotkać się z przyjaciółką i mieli iść do niego do chaty. Miasto było zakorkowane. Dziękował Bogu, że nie ma samochodu. Szedł Św. Marcinem. Przechodził obok restauracji, w której pracował Bartek. Szukał go wzrokiem, czuł adrenalinę. Serce waliło mu jak młot. “Jest”. Bartek go nie widział. Stał przy barze i coś robił. Tomek stał w deszczu i słuchał muzyki: Max Richter – November. Zjadał Bartka wzrokiem. Wytrzymał tak może minutę. “Jaki Ty naprawdę jesteś?”, “Jak ja bym chciał Cię poznać”. Poszedł dalej. Następnego wieczora napisał do Bartka. Tomek bardzo chciał się spotkać. No i tak się stało. W niedzielę. Nie padało, dzień był nawet słoneczny. Bartek przyszedł do mieszkania Tomka. Co to była za adrenalina.
Tomek powiedział Bartkowi co myśli. Że mogą być kumplami, że mu właściwie przeszło to latanie na niego. Bo tak było. Niestety nie na długo.
Spędzili miłe popołudnie. Prawie tak, jakby się znali już od pewnego czasu.
Jako, że Bartek pochodził z tego samego miasta co Tomek, mogli spotkać się w przerwie Świątecznej. Rodzice Tomka wyjechali na Sylwestra trochę wcześniej i zostawili mu samochód. Nonsensem byłoby, gdyby tak stał w garażu, no nie?
Najbardziej niezwykły był pierwszy wyjazd. Pojechali poza miasto. Patrzyli w niebo, na gwiazdy i rozmawiali. To był magiczny wieczór. Powiedzieli o sobie bardzo dużo rzeczy. Tomek coraz bardziej lubił Bartka. Kolejne wieczory były również wspaniałe, ale żaden z nich nie miał tej magii, co pierwszy. Jazda samochodem bez konkretnego celu to piękna rzecz, nawet jak się okaże, że jakiś cel sam się znalazł.
Wiele się od tamtego czasu działo. Zaczęli się poznawać. Spędzali ze sobą dużo czasu. Nadzwyczaj dużo. Mieli być kumplami, z założenia. Tomek jednak czuł coś więcej. Bywał momentami o niego chorobliwie zazdrosny, wystarczyło że pojawił się jakiś inny facet. Czasem laska. Wypalało.
To było ciężkie. Wiedział, że Bartek nic do niego nie czuje, jednak żył nadzieją. “A może go do siebie przekonam?”. Czasami dostawał opiernicz od przyjaciółki za to, że tak myśli. Ale on nad tym nie panował. Łeb rozumiał, ale serce nie. Nie chciało.
Gadał z Bartkiem o tym czasami, nie wprost. Ten przeważnie udzielał odpowiedzi, których Tomek nie chciał usłyszeć. Kuło. Mimo to, chciał mieć z nim kontakt. Bał się, że Bartek znowu go oleje, że nie będzie chciał mieć z nim kontaktu. Przeszedł przez to raz i nie chciał po raz kolejny.
Czas płynął. Można powiedzieć, że było normalnie. Spędzali ze sobą dużo czasu, przeważnie wieczorami. Bartek wpadał, jedli kolację (przeważnie kaszkę) i gadali. Kiedyś powiedział: “Nie myślałem, że aż tak bardzo Cię polubię”. 2 centymetry nad ziemią.
14 lutego. Walentynki. Tomek chciał wysłać Bartkowi walentynkę. Nie wiedział, jak to zrobić anonimowo, bo nie znał dokładnego adresu jego mieszkania.. Pomysł może nie był oryginalny. Z bramki sms wysłał na kilka minut przed północą wiadomość o treści “<3″ na jego numer, podpisał się końcówką swojego peselu. Bartek oczywiście zapytał “kto tam?”. “Anonim, są Walentynki”.
Kiedyś Bartek wpadł na śniadanie. Zapytał Tomka, co chciałby od niego dostać na urodziny. Tomek stał w kuchni, patrzył przez swoje okno na osiedle. “Tak szczerze, to chciałbym przy Tobie zasnąć i przy Tobie się obudzić”. Bartek oczywiście odmówił. Nie bolało.
I był jeden ciężki wieczór. Wielkanoc. Tomek gadał z przyjaciółką. Jakiś czas wcześniej pogodził się z tym, że najprawdopodobniej spędzi życie sam, bez partnera. Gadali, gadali..
Tomek: właściwie to gniję od środka
Tomek: wbijam sobie nóż
Tomek: w serce
Tomek: w brzuch
Tomek: kręcę wciąż
Tomek: zobacz do czego doszedłem
Tomek: zgadzam się na ból
Tomek: bo na nic więcej mnie nie stać
Chyba jeszcze nigdy łzy nie lały się tak gęsto i tak długo. Ryczał. Autentycznie ryczał. Ale pomogło. Poczuł się lepiej. Nadal coś do Bartka czuł, ale nastawienie miał inne.
Kilka dni później Tomek spotkał się z Bartkiem u siebie w mieszkaniu. Podczas Świąt trochę się poróżnili na pewne tematy, więc było o czym gadać. Powodem spięcia było emocjonalne podejście Tomka do pewnych spraw. Bartek pewnie się domyślał o co tak naprawdę chodzi. No i Tomek mu powiedział. Wszystko. Wprost. Bał się jak cholera, że Bartek się wkurwi i go oleje. I się zdziwił. Tak nie było. Tomek powiedział, że czuje do niego pewnego rodzaju sympatię, coś więcej. I padły wtedy z ust Bartka bardzo ważne słowa: “Nic do Ciebie nie czuję i nigdy nic nie poczuję”. Tomek na chwilę poczuł jak czas się zagęszcza. Tak jakby ktoś strzelił mu z pistoletu w brzuch. Trwało to chwilę. I przeszło. Gadali dalej. Jedli. Jak zawsze kaszkę. Tomek powiedział: “Jesteś pierwszym facetem, który przyciągnął mnie wyglądem, a zatrzymałby charakterem”. Bartek był zdziwiony. Tomek powiedział mu zatem co mu się w nim podoba. Jak u Pana Boga na spowiedzi. Pierwszy raz mówił mu co on nim myśli tak wprost, włączając w to uczucia, powoli godząc się z tym, że nie będzie z tego związku. Rozum o tym już wiedział, serce się przekonywało do tej myśli. Powoli. Padły kolejne ważne słowa. Tomek powiedział, że najbardziej bał się tego, że Bartek go oleje. “Wiesz co, teraz to już bym Cię nie olał”. Kamień z serca.
Brzuch jednak miał w sobie wiercącą dziurę. Tomek wiedział, po przykładzie Andrzeja, że potrzebne jest przytulenie. Bartek chwilę oponował, pomimo że Tomek kiedyś się już w niego wtulał. W końcu się zgodził. Powoli, delikatnie, na chwilę. I wszystko wypłynęło. I tak się skończyło. Nie było nic więcej. Do ostatniej kropli. Bartek poszedł do domu.
Tomek poczuł wolność. Był zdziwiony, że to wszystko wypłynęło z niego tak szybko. Że poddało się tak łatwo. Może doświadczenia z Andrzejem go czegoś nauczyły?
Teraz wszystko miało być już normalnie. Miało być konkretne, pewne, a nie rozmyte uczuciami, powątpiewaniem, domysłami, nadzieją, jak wcześniej. Miało być, a właściwie jest określone jednym słowem. Kumple.
About this entry
You’re currently reading “IX: Kumple,” an entry on YHL
- Published:
- 20 kwiecień 2009 / 10:30 pm
- Category:
- Opowiadania
- Tags:
- ból, gej, gejowskie, homoseksualizm, miłość, Opowiadania, opowiadania gejowskie, samotność
No comments yet
Jump to comment form | comments rss [?] | trackback uri [?]