24 maja 2009
Fajne jest to, że potrafię sobie spojrzeć w twarz. W oczy. Prosto w oczy. Bez zająknięcia. Stajesz przed lustrem i się do niego przybliżasz. Tak, że możesz poczuć nosem jego chłód. Widzisz dokładnie swoje oczy. Bez mrugnięcia możesz patrzeć w swoje źrenice i nie mieć żalu, wyrzutów o cokolwiek. Sam spokój i szczerość. Poczucie, że żyjesz w zgodzie z samym sobą. Chciałbym zachować ten stan na zawsze.
Czasem popłyną łzy, że nie jest tak, jak być by mogło. Bo zawsze może być lepiej, nie? No bo skoro niektórym jest tak dobrze, to dlaczego Tobie ma być źle? Czasem znajduję smutną odpowiedź na to pytanie. “Bo to by było zbyt piękne, zbyt idealne”. I najgorsze jest to, że ona właściwie jest zawsze uzasadnieniem stanu rzeczywistości. “Przecież to by było zbyt idealne, zbyt idealne”.
Godzisz się momentami ze stanem rzeczy, bo albo nie masz siły, albo po prostu nie jesteś w stanie zrobić czegokolwiek. Bezsilność. Brutalna przyjaciółka chęci.
Najbardziej kocham ciszę. Odnajduję się w niej bez większych problemów. Gdy się pojawia, przez chwilę porównuję stan, w którym jej nie było. A potem już tylko się nią delektuję. Tonę w niej. Delikatnymi ugryzieniami jej smakuję.
About this entry
You’re currently reading “24 maja 2009,” an entry on YHL
- Opublikowano:
- 24 maj 2009 / 11:33 pm
- Kategoria:
- Dziennik
- Tagi:
- przemyślenia, życie
Żadnych komentarzy.
Jump to comment form | comment rss [?] | trackback uri [?]