Nie wiem
Budzę się. Odczuwam ból, dyskomfort. Nie czuję się dobrze. Nie chodzi o fizyczność. Chodzi o mój stan psychiczny.
Świat był narysowany wyraźną, czarną kreską. Teraz pozostał po niej lekki ślad. Są nowe, nierówne, niewyraźne kreski. Nie wiadomo czy to, co jest narysowane, naprawdę jest tym, czym się wydaje. Nie można ocenić niczego na pierwszy rzut oka, każda rzecz wydaje się zmieniać, nic nie jest pewne. Kiedyś było inaczej.
Część Świata jest taka sama, stara, dobra, pełna wspomnień, dobrych wspomnień. Jest taki jak był, tak samo pachnie, tak samo jest miły w dotyku. Tak samo miło jest o nim myśleć.
Chcę żeby Świat znowu był narysowany tą samą kreską, pachniał tak samo. Widocznie chcę zbyt wiele.
Dużo się wydarzyło. Czasem wiem kiedy, wiem gdzie, czasem nie wiem kiedy, nie wiem gdzie. Wiem, że to miało miejsce, wiem że to miało wpływ na to, co jest teraz.
Budzę się. Wiem, że nie jest tak, jakbym chciał, by było. Boli. Nadal boli.
Codziennie staram się wziąć gumkę do mazania w dłoń i poprawić obraz Świata. Mało to daje, bardzo mało. Najłatwiej byłoby zmazać wszystko i narysować świat na nowo, ale to by zmieniło wszystko. Doszczętnie. Pewnie bolałoby bardziej.
Chciałbym po prostu obudzić się rano i nie czuć, że boli. Czuć spokój, nie myśleć o tych wszystkich problemach, nie myśleć o tym, co kto zrobił, co powiedział, co myśli. Wiedzieć, że wszystko jest po prostu dobrze, tak jak ma być. Nie przejmować się tym wszystkim.
Przypominam sobie stare, dobre czasy.
Znalazłem dzisiaj zdjęcie. Swoje stare zdjęcie. Z 2008 roku. Można by powiedzieć, że z okresu, kiedy było jeszcze przed tym wszystkim co miało miejsce. Na zdjęciu mam taką śniadą, zdrowo wyglądającą twarz, cerę. Na dzisiejszych zdjęciach jest trochę inna. Wtedy czas był spokojny, płynął miarowo, równe takty, równe kroki. Teraz czuć to trochę inaczej. Czasem sprint, czasem spacer, czasem postój, czasem trucht. Świat stracił na wewnętrznej równowadze. A może ja?
Coś pękło.
Czasem chciałbym popłakać. Zdarza mi się odczuć, że już, teraz, płacz. Ale po chwili zdaję sobie sprawę, że nie wiem dlaczego miałbym płakać, jaki miałby być powód. I on się nie pojawia. Jest za to pustka.
Czuję się, jakbym był w jakimś bagnie pośród krzyków i wycia. Zaraz mam utonąć. Ale nie tonę.
Chciałbym wiedzieć na jakim etapie jestem, gdzie jestem, ile pozostało do końca.
Jedyna rzecz, która na pewno się nie zmieniła i nie oceniam, ani nie postrzegam jej inaczej to muzyka. Ona jest taka sama. Reaguję na nią tak, jak przedtem.
Uśmiech nie gości od pewnego czasu na mojej twarzy tak często jak kiedyś. Nawet wewnętrznie się tak nie cieszę jak kiedyś. Bo kiedyś to normalnie odczuwałem jakieś tam szczęście, jakiś spokój. Teraz jest dziwny niepokój.
Straciłem trochę dystansu do siebie. Kiedyś miałem go więcej. Wszystko to, co się zdarzyło zmieniło mnie. Pomimo tego, że część starego Świata jest taka sama, niezmieniona, to to co się dzieje teraz, oceniam inaczej, reaguję na to inaczej. Bo się zmieniłem. Wewnętrznie uległem pewnej przemianie. Czy na lepsze, czy na gorsze – nie wiem, nie mnie to chyba oceniać. Mam nadzieję, że pewnego dnia się dowiem jaki tak naprawdę jestem. Może jestem taki sam, jak wcześniej, tylko inaczej odczuwam? Może jestem taki sam, ale inaczej to wszystko oceniam?
Ale co się wydarzyło?
Pewnego dnia przyszła burza. Zmieniła wszystko. Dom, uczucia, spojrzenie na Świat, na ludzi. Zmieniła postrzeganie Świata, stosunek do nich, zaufanie do nich. Jak ja bym chciał by ona się nie pojawiła. By czas się cofnął, by było tak jak przedtem, dosłownie chwilę wcześniej. Było po prostu dobrze. Teraz nie wiem jak jest. Po prostu nie wiem. Nie wiem.
No comments yet
Jump to comment form | rss komentarzy [?] | trackback uri [?]