Kamień
Gdy Tomek pisał nowy post na swojego bloga pt. ‘Nie wiem‘, czytał w międzyczasie swoje poprzednie wpisy. Skakał po stronie i zatrzymywał się na krótszą lub dłuższą chwilę na opowiadaniu, wierszu czy wpisie do dziennika. Przypominanie sobie przeszłości jest czasem ciężkie, bolesne, czasem jednak sprawia, że na naszej twarzy wita uśmiech.
Czytał właśnie opowiadanie ‘VI: Herbata‘.
“Czasami łapał się na tym, że patrzył przez okno marząc. Jego osiedle było takie spokojne. Miał piękny widok z okna w kuchni. Mógłby spędzać przed nim całe dnie i czułby się jak w innym świecie. Widok ten dawał mu poczucie bezpieczeństwa. Gdy przygotowywał posiłki mógł na chwilę oderwać wzrok od przygotowywanego posiłku i nacieszyć oko.”
Miło było mu wspomnieć tamten czas. Świat był inny, prostszy, życie było nieobciążone bagażem trudnych doświadczeń. Do dziś ma obrazek, który wręczył mu Marcin.
Zapach tamtych dni…
Zrobiło mu się szczególnie ciężko gdy przeczytał ten fragment:
“Marcin: a co by pomogło
Marcin: ??
Tomek: nie wiem
Marcin: wiesz, na pewno wiesz
Tomek: miłość
Marcin: żeby ktoś herbatę przyniósł jak siedzisz przy kompie i coś robisz
Tomek: tak
Marcin: żeby ktoś nie spał jak Ty nie śpisz
Marcin: żeby ktoś zrobił dla Ciebie super kolację
Marcin: i wysłał esemesa z głupim pytaniem co robisz, gdzie jesteś”
Zaczął płakać, łkać. Zamknął oczy i chwilę tak siedział, płacząc.
Wrócił do pisania postu. Przez mokre oczy spoglądał na tekst i wprowadzał nowe słowa. Zastanawiał się nad tym o co mu właściwie chodzi, czego mu brakuje i do czego tak naprawdę dąży w życiu. Nie wiedział.
Czytał kolejne zdania:
“Jakim szczęściem byłoby mieć kogoś. Przygotować z nim śniadanie. Zjeść je razem. Przez całe przedpołudnie leżeć, potem zrobić mielone na obiad. Pójść na spacer po osiedlu, posiedzieć na ławce, pośmiać się, a potem wrócić do domu i wziąć razem kąpiel. Wytrzeć się nawzajem, pójść do łóżka, przykryć się kołdrą i dać buziaka na dobranoc.
I zasnąć.
I żeby te mielone i herbata były codziennie. Codziennie.
Przeżyć kilkanaście lat.
Pewnego razu moglibyśmy się już nie obudzić. I tak zniknąć. Razem. Na zawsze razem.”
Nie wytrzymał. Zaczął beczeć jak dziecko. Wzruszył się. Łzy były ogromne i ciężkie, nie pamiętał, kiedy tak ostatnio płakał. Przeczytane słowa, napisane kilka lat temu sprawiły, że przypomniał sobie o czymś, czego smaku dawno zapomniał, którego dawno nie kosztował. O miłości.
Dotarło do niego: “To ona jest jedynym elementem, którego mi brakuje”.
Otrzeźwiał natychmiast. Policzki były nadal mokre. Spłynął na niego ogrom myśli, które wszystko wyjaśniały.
Od dłuższego już czasu Tomek czuł, że nie potrafi czuć, że nie zna uczucia miłości, brak mu było empatii, kiedyś miał jej więcej. Czuł, że tam gdzie powinno być serce był (o jakże banalny) kamień. Szary, twardy, jednolity. Pamiętał, że kiedyś było inaczej. Uczucia, empatia były jego cząstką, nieodzownym elementem. Tomek starał się zrozumieć dlaczego tak się stało. Starał się wrócić do czasu gdy wszystko było przepełnione uczuciami.
Ostatni raz czuł coś wielkiego do Bartka. Był to czas na początku jakże miłych dla serca, lecz w większości naiwnych uczuć do niego. Było miło, wręcz bajecznie, kto by pomyślał, że po kilku zdaniach, wszystko obróci się w pył, pozostaną tylko wspomnienia i cisza.
Gdy to wszystko się skończyło, Tomek nadal musiał się z nim użerać, prosić go o odebranie tych pierdolonych rzeczy, które układał je z nim w garażu, dokładnie tego dnia, w którym Bartek dowiedział się o uczuciu, którym dążył go Tomek. Kurwa.
I potem, gdy odwiózł jego byłemu te kwiaty. Gdy jak złodziej nocą, zakradł się i zostawił je pod drzwiami z kartką, by tylko nie musieć się tłumaczyć.
A potem przyszły ciężkie dni. Dni, podczas których starał się zrozumieć co tak naprawdę się stało. Bo nie wiedział nic. Z każdym dniem czuł, że mniej czuje. Z każdym dniem czuł, że Bartek wraz ze swym odejściem, a właściwie wyrzuceniem z jego życia zabrał to, co Tomek do niego czuł. Czystą, nieskazitelną i potężną miłość.
Czas mijał, a pustka w sercu była coraz większa. Kamień stawał się coraz twardszy i cięższy.
Aż do tego dnia. Do tej chwili. Myśli te sprawiły, że wszystko stało się jasne, odpowiedziały na wszystkie pytania o sens. Dotarło do niego nagle czego tak naprawdę szuka od tak długiego czasu, czego potrzebuje. Miłości. Pragnie kochać i być kochanym, pragnie słów i gestów, rozumienia się bez słów, spojrzeń w oczy, delikatnych muśnięć i pocałunków, splecionych dłoni.
Dokończył post, który opisywał stan sprzed kilku chwil. Stan, o którym chciałby zapomnieć, choć wiedział, że to niewykonalne. Opublikował go z myślą o napisaniu tego opowiadania.
Poczuł się lżejszy. Poczuł, że jest trochę inaczej. Poczuł.
About this entry
You’re currently reading “Kamień,” an entry on YHL
- Opublikowano:
- 6 Grudzień 2010 / 23:59
- Kategoria:
- Opowiadania
No comments yet
Jump to comment form | rss komentarzy [?] | trackback uri [?]