Manifest: życie
Dużo myślę nad życiem. Zastanawiam się kim chciałbym być, co chciałbym osiągnąć. Jak chciałbym, aby wyglądało moje życie?
Doszedłem tutaj do pytania o sens życia. Po co żyjemy? No kurwa, po co? Przecież rodzimy się pewnego dnia, a innego umieramy. Uświadamiając sobie, że są to dwa punkty w czasoprzestrzeni, uświadomiłem sobie, że pomiędzy nimi jest przestrzeń, przestrzeń zdarzeń. O ile te dwa punkty nie mają jakiegoś sumarycznego sensu – ktoś się urodził, ktoś zmarł, wychodzi na zero – to ta przestrzeń staje się sensem, nadaje go tym dwóm punktom.
Sprawa zatem rozbija się o tę przestrzeń. W dzisiejszych czasach życie jest obdarte ze swojej magii. Najpierw się uczymy, żeby mieć pracę, potem pracujemy, by żyć i mieć na życie po pracy, a potem jest emerytura i potem papa. Taka brutalna prawda o życiu. W tym całym pośpiechu, w gorączce banknotów zapominamy o tej magii, a właściwie model życia nam ją odbiera.
Doszedłem do wniosku, że sensem tej przestrzeni jest odczuwanie satysfakcji i miłości. Nie będę miał dzieci, więc po mojej śmierci nikt nie będzie chodził po ziemi jako moje dziedzictwo, zatem sensem mojego życia nie jest posiadanie dzieci, spłodzenie i wychowanie, Bóg wie jakiego, pokolenia. Moim sensem życia będzie kolekcjonowanie odczuć i emocji, ewentualnie pozostawienie czegoś po sobie dla ludzkości (jakkolwiek patetycznie to brzmi). Trochę to smutne, ale nie widzę nic innego, co miałoby sens. No mógłbym się bawić w pomaganie innym poprzez moją altruistyczną potrzebę naprawiania świata, ale żeby to miało sens, to niestety potrzebuję albo sławy, albo dużej ilości kasy, a na to potrzeba czasu, więc teraz zrobić tego nie mogę.
Satysfakcja i miłość. Z tym drugim sprawa jest ogólnie prosta – trzeba mieć kogoś, kogo my kochamy i kto nas kocha. Ze satysfakcją jest trochę inaczej, bo nie ma ogólnego, powszechnego sposobu na osiąganie satysfakcji. Myślę, że odczuwam satysfakcję, gdy coś mi się uda, gdy komuś pomogę, gdy naprawiam świat, gdy mam dobry seks, gdy zjem coś pysznego, gdy jestem w kawiarni i rozmawiam, gdy zajmuję się drzewkami bonsai, gdy podróżuję, gdy pozuję do zdjęć, gdy ćwiczę – to są główne punkty. Każdy z nich daje inną wartość satysfakcji.
Nie można jednak żyć tylko tymi rzeczami. Trzeba mieć z czego żyć, za co żyć – pieniądze, a stąd prosta droga do pracy. Praca też może dawać satysfakcję. Potrzeba jednak jednej drobnej rzeczy, która spowoduje, że tej satysfakcji będzie mniej i nie jest już tak fajnie. Czerpanie zatem satysfakcji z pracy wiąże się z ryzykiem, z niepewnością jej otrzymywania.
Ideałem byłoby połączenie tych rzeczy – musiałbym zostać pracownikiem jakiejś organizacji, aktorem porno, zawodowym degustatorem albo modelem czy kimś. Może to się jednak okazać przekleństwem – brak rozróżnienia na pracę i relaks, odpoczynek – bo hobby to m. in. odpoczynek. Z braku tego rozróżnienia łatwa droga do pracoholizmu, więc potrzebny by był zdrowy rozsądek, jakieś wyczucie kiedy to nie jest już tylko praca, a pracoholizm. Możliwe jest też obdarcie tych dających satysfakcję rzeczy z magii, przez co mogłyby przestać nam ją dawać.
Bardzo lubię podróżować. To pozwala mi lepiej poznać świat, jego mechanizmy oraz pozwala poznać i obcować z ponadczasową wartością – pięknem. Ma ono do siebie to, że im nowsze, bardziej nieznane, tym lepsze, jego poznanie daje więcej satysfakcji, więc podróże pozwalają tutaj na obcowanie z tym nieznanym pięknem.
Podróże pozwalają także zaspokoić ciekawość poznawania świata. Nie wiem skąd się to bierze, ale mam tej ciekawości sporo i nie wiem czy kiedykolwiek się skończy. Bardzo chciałbym zwiedzić świat. Na cały mi życia nie starczy, ale chociaż na jego część. Poznawanie innych kultur jest ciekawe – daje pojęcie o świecie i o ludziach.
Podróże wiążą się z czymś bardzo przyjemnym – z oderwaniem od rzeczywistości, z przełamaniem codzienności, szarości dnia codziennego i możliwością refleksji nad życiem – tak jak teraz, gdy wracam z jednej z takich podróży.
Ważnym elementem życia są też inni ludzie – przyjaciele. Pozwalają nam poznawać świat i odczuwać radość, szczęście – obcowanie z nimi wiąże się z tym. Rozmowa pozwala na oczyszczenie się ze smutków, zasięgnięcie rad, wysłuchanie opinii, podzielenie się szczęściem. Pięknie, gdy wraz z przyjaciółmi dzielimy pasje, przeżycia, doświadczenia.
Podobnie jest z rodziną. Ma ona tylko to do siebie, że jej nie wybieramy – jest to czasem przekleństwem, czasem błogosławieństwem. Nie ma reguły, jeśli chodzi o relacje rodzinne. Każde są w pewien sposób wyjątkowe, mają dozę unikalności w sobie. W moim przypadku te relacje i zasady działania są dość specyficzne – nie zawsze się zgadzamy ze sobą, czasem myślimy kompletnie inaczej, lecz w ostatecznym rozrachunku wychodzimy na prostą.
Napisałem, że z miłością sprawa jest prosta. Jeśli chodzi o ogólną ideę, to jest: trzeba kogoś znaleźć. I już. Problematycznym niestety jest to szukanie. Nie można iść gdzieś i po prostu poznać tę osobę – chodzi o uczucia, więc jest to niezależne od naszego umysłu, czy kogoś kochamy, czy nie. Z moimi wymaganiami ciężko będzie mi kogoś takiego po prostu znaleźć – trochę się naszukam i liczę się z tym. Nie potrafiłbym jednak kochać kogoś, kto choć w dużym stopniu nie przystaje do mojego ideału. Nie wymagam czegoś za nic – daję swoje życie w całości, swój czas, swoją pomoc, wszystko co mam i będę miał i siebie – z wadami i zaletami, umiejętnościami, osobowością, wiedzą i doświadczeniem oraz sporą dozą uczuć. Nie chodzi o to, by tylko kogoś kochać, ale by kogoś kochać i spędzić razem życie. Ciężko by było być z kimś, kto sobą, swoją niedoskonałością nas wkurza i powoduje, że zastanawiamy się, czy chcemy być z tą osobą, czy to na ile spełnia nasze oczekiwania, jest wystarczające, by spędzić razem życie. Nie chciałbym zadawać sobie tego pytania.
Nie wiem co jeszcze chciałbym tutaj napisać. Wiem tylko, że na starość chcę mieć co wspominać i nie musieć się o nic martwić, odejść z tego świata spokojnie. Chciałbym dobrze przeżyć swoje życie. Podejmować dobre decyzje i umieć dokonywać właściwych wyborów, tak aby żałować jak najmniej.
Zatem satysfakcja poprzez obcowanie ze światem i ludźmi – przeważnie przyjaciółmi i rodziną – oraz miłość – z tą jedną, jedyną osobą. Tak by to chyba wyglądało w jednym zdaniu.
Życie jest jak pomarańcza – trzeba wycisnąć z niej ile się da i delektować się smakiem. Trzeba ją dobrze przekroić, mocno chwycić i wycisnąć bez zawahania, bo drugiej szansy nie będzie. Oj nie, nie będzie.
About this entry
You’re currently reading “Manifest: życie,” an entry on YHL
- Opublikowano:
- 14 Grudzień 2011 / 21:58
- Kategoria:
- Dziennik
- Tagi:
- miłość, satysfakcja, życie
No comments yet
Jump to comment form | rss komentarzy [?] | trackback uri [?]